Andreï Makine "L’archipel d’une autre vie"/ Archipelag innego życia

Andreï Makine „L’archipel d’une autre vie”/ Archipelag innego życia

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

[Notka mówi o jednej z powieści umieszczonych na Liście najbardziej oczekiwanych książek 2016 roku]

Francuzi noszą w sobie przedziwną (ale i nam, Polakom, nieobcą) tęsknotę za Rosją. Francuscy czytelnicy kochają rosyjskich pisarzy. Część z nich weszła do kanonu literatury francuskiej, jak choćby Nabokov czy Romain Gary.

O autorze:

Urodzony w Krasnojarsku Andreï Makine, który w wieku trzydziestu lat nielegalnie przedostał się do Paryża i później wystarał o azyl, również pisze po francusku i należy do cenionych współczesnych twórców. W tym roku został nawet członkiem Akademii Francuskiej (jest to bardzo zaszczytne wyróżnienie – zaledwie czterdziestu członków Akademii wybiera się dożywotnio).

Moją uwagę przykuł swego czasu powieścią pt. Le testament français (nagrodzoną Prix Goncourt i Prix Medicis; tłumaczoną na język polski przez Małgorzatę Hołyńską), która zasadniczym motywem i specyficzną aurą nieco przypomniała mi jedną z moich ulubionych powieści, mianowicie Madame Antoniego Libery. O ile jednak u polskiego pisarza fascynacja Francją rodzi się w wychowywanym w PRL-u nastolatku za pośrednictwem ubóstwianej nauczycielki, o tyle u Makine’a miłość ta przechodzi z pokolenia na pokolenie, a właściwie – z babki na wnuków (zresztą więcej te powieści różni niż łączy, jednak z czystym sercem mogę polecić je obie).

Na język polski powieści Makine’a tłumaczyła przede wszystkim Małgorzata Hołyńska (Francuski testament, Między ziemią i niebem, Zbrodnia Olgi Arbeliny, Rzeka miłości, Requiem dla Wschodu i Muzyka życia). Wydano jeszcze dwa przekłady: Katarzyny Bieńkowskiej (Kobieta, która czekała) oraz Małgorzaty Kacprowskiej (Ludzka miłość).

Zdaje się, że wszystkie te książki, w mniejszym lub większym stopniu, na poziomie fabuły czerpią z rosyjskiej tożsamości pisarza. Tak jest i w przypadku jego najnowszej powieści.

O książce:

L’archipel d’une autre vie (Archipelag innego życia) opisuje pościg za kryminalistą „o wielu obliczach”. To także „niezwykły, niemal nie z tego świata, dialog między wycieńczonym żołnierzem a tajemniczą ofiarą, którą ściga. Kiedy Pavel pozna prawdziwą tożsamość uciekiniera, w jego życiu dokona się przewrót”.

Wszystko to na tle syberyjskich pejzaży: „Pościg przybiera rozmiary zawrotne, gdy tymczasem na horyzoncie wyłania się archipelag Szantarów : miejsce, gdzie « inne życie » staje się możliwe – w kruchej wieczności uczucia” (opis wydawcy).

Fragment :

[z pościgu]

Na tym etapie mojej młodości słowo „życie” zmieniło znaczenie. Stało się odtąd określeniem przeznaczenia tych, którym udało się dotrzeć do Morza Szantarskiego [chodzi o część Morza Ochockiego, na której leżą Wyspy Szantarskie]. Do nazwania wszelkich innych sposobów istnienia na tym świecie musiało mi wystarczyć „egzystowanie”.

Oddalałem się od brzegu, gdy helikopter przełamał mglistą senność poranka. Dla małej społeczności Tuguru, tego zagubionego kąta Dalekiego Wschodu, był to jedyny lot w tym tygodniu. Pasażerowie wysiedli, obładowani walizkami, siatami, zrolowanymi dywanami… mały rozgardiasz utworzył się między tymi, którzy właśnie dolecieli, a tymi, którzy – zgromadzeni na miejscu lądowania, przygotowywali się do wejścia do maszyny. Jakaś kobieta opowiadała o swoim wyjściu do kina (wydarzenie!), jakiś mężczyzna unieruchamiał w przyczepie motocyklowej składane łóżko, jakaś nowo przybyła, drżąc w swoich lekkich ubraniach, rozpytywała się u autochtonów…

Zdecydowałem się poczekać, aż wszyscy wyjadą, zanim znów ruszę. To właśnie wtedy zauważyłem tego przybysza.

Siedząc u stóp skały, sprawdzał swój tobołek, którego paski przytrzymywały narty myśliwskie, bardzo krótkie i szerokie, pokryte kamusem – twardą skórą z nóg renifera. Tutaj śnieg może zaskoczyć podróżnika nawet w lecie. Ten podróżnik… Zgadywałem, że nie zostanie w wiosce ani nie będzie kontynuował lotu. Jego cel był gdzie indziej.

Andreï Makine, L’archipel d’une autre vie, Seuil, Paris 2016, s. 11–12 (tłum. Katarzyna Panfil).

 

[ze wspomnień narratora, wplecionych w akcję]:

Moje przybycie do Tuguru, tydzień wcześniej, zdawało się potwierdzać sąd, który „sowietolodzy przykładali wówczas do Rosji i jej starzejącego się komunizmu, który przypadał na okres naszej młodości.

Pod koniec roku szkolnego nasza klasa została podzielona na dwie grupy i padło oświadczenie: pierwsza grupa zostanie wykształcona na dźwigowych, druga – na geodetów… W wieku czternastu lat przejawialiśmy nierówne zdolności i, mimo równości życia w sieroctwie, znajdowali się między nami szczególnie zdolni i wałkonie, natrętni zwolennicy stakanowizmu i zawołane leniuchy. Ukaz partii znosił te różnice. Z centralnej Syberii wysłano nas trzy tysiące kilometrów na wschód, gdzie na budowie potrzebowano czeladników dźwigowych i początkujących geodetów.

„Totalne podporządkowanie – objaśniali sowietolodzy. – Dyktatura, która neguje ludzką indywidualność”.

Tak, bez wątpienia… Tylko że my żyliśmy tym nie w teorii, ale w ciele naszych dusz, pełnych beztroski i zmartwień, miłosnych pragnień i zranionych nadziei. Nasz wyjazd zmieszał się z olśnieniem niebem i zapachami odradzającej się tajgi. Nieposłuszni wobec doktryn, mieliśmy tylko jedno pragnienie: upijać się tą nową wiosną, najlepszą – jak sądziliśmy – wiosną naszego życia.

Andreï Makine, L’archipel d’une autre vie, Seuil, Paris 2016, s. 13–14 (tłum. Katarzyna Panfil)

Pierwsze strony do przeczytania po francusku tutaj.

Print Friendly