Walentynki z Walerym

Walentynki z Walerym

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

♥ Z okazji Walentynek jeden z dziwniejszych opisów „coup de foudre” („rażenia” strzałą Amora), na jaki kiedykolwiek trafiłam. Bohater, Walery (przekonany, że kobiety w ciąży noszą w sobie jaja z płodami), znany jest Wam z mojej starej notki, ale ten fragment (tłumaczenie robocze) nie był jeszcze zamieszczany na moim blogu. ♥Latająca foka. Muzeum Nauk Przyrodniczych w Brukseli

„Prawdopodobnie odruchowo podążył za tą kobietą, która dumnie obnosiła swój brzuch po ulicach Brukseli. Krągłość wpisana była tylko w tę jedną część jej smukłego ciała. Ledwie muskała stopami ziemię. (…) Przez piersi miała przewieszoną torbę, a w lewej ręce papierosa, którym zaciągała się co dwadzieścia metrów. „To bardzo niezdrowo dla płodu skulonego w swoim jajku” – pomyślał Walery, który być może w tej chwili przestałby ją śledzić, gdyby kobieta nie zaprowadziła go do Muzeum Nauk Przyrodniczych. Podeszła do kasy, a następnie skierowała się do sali, w której królują niedźwiedzie, lwy, żyrafy i zebry – widziane jej oczyma przypominały pluszowe zwierzęta, którymi syciło się jej spojrzenie, zanim przekazało ten widok jej przyszłemu dziecku. Bez wątpienia czerpała z tego przyjemność. To wprawiło Walerego w skrajną ciekawość. I to, że rozmawiała z płodem, komunikowała się z jajem. A te wypchane zwierzęta, które należały do codzienności Walerego, zostały tym samym obdarzone ponadnaturalną zdolnością – zdolnością telepatii (…).

Tydzień później natrafił na nią w tym samym miejscu, stała nieruchomo w tej samej pozycji – twarzą do zwierząt, a jej wilgotne oczy uroniły kilka łez, które spłynęły po gładkiej twarzy.”

Jean-Luc Outers, La Compagnie des eaux, Actes Sud, Paris 2001 (przeł. Katarzyna Panfil)

Print Friendly