Misja

Kiedy próbowałam  nawiązać współpracę (w zakresie tłumaczeń z języka francuskiego) z wydawnictwami publikującymi literaturę piękną, od dwóch z nich dostałam zaskakująco podobne odpowiedzi, które miały wyjaśniać wszystko:

Niestety wydajemy bardzo mało książek francuskich autorów (…). Może w przyszłości sytuacja się zmieni;

My francuskich przekładów wydajemy niewiele i osobiście trudno mi sobie wyobrazić, że jakiś francuski autor mógłby u nas odnieść sukces – z wyjątkiem Houellebecqa czy Littela (…).

Wydaje mi się, że zacytowane tu fragmenty korespondencji świetnie oddają stosunek wydawców do literatury francuskojęzycznej. Po pierwsze: utożsamia się ją z literaturą francuską (tę zaś – z literaturą skandalizującą). Po drugie – zakłada się, że literatura ta (francuska/francuskojęzyczna?) nie spotka się z zainteresowaniem czytelnika. Tym samym wrzuca się do jednego worka literaturę francuską oraz literaturę pozostałych krajów francuskojęzycznych; literaturę belgijską, szwajcarską, kanadyjską, algierską itd. W dodatku zrównuje się wszystkie gatunki literackie i wszelkie warianty stylistyczne tekstów.

Jak bardzo krzywdzące jest takie podejście, można się łatwo zorientować, próbując syntetycznie i skrótowo ująć istotę polskiej beletrystyki… Uprzedzenia wobec literatury danego języka czy danej nacji potwierdzają starą prawdę, że grupa „obcych” wydaje nam się jednolita, a wewnątrz grupy, którą współtworzymy, widzimy złożoność i różnorodność. Potwierdzenie tego można znaleźć także w statystykach ujmujących tłumaczenia literatury pięknej dla dorosłych według języka przekładu… W 2011 roku pierwsze miejsce zajęły w nim przekłady z języka angielskiego, znanego przecież najpowszechniej – wielu spośród czytelników jednego z 1 511 wydanych wówczas tytułów mogłoby sięgnąć po oryginał. Tymczasem tłumaczeń literatury francuskojęzycznej w tym samym roku ukazało się zaledwie 119*…

Nie da się ukryć, że swój udział ma tutaj globalizacja kultury i hegemonia kultury anglosaskiej, wytwarzająca modę na określone tytuły, tym niemniej krzywdzące i zubożające jest założenie, że czytelnik nie chciałby skorzystać z różnorodności oferowanej przez pisarzy innych języków niż angielski. Świadczy o tym poczytność nie tylko Houellebecqa, ale również – Érica-Emmanuela Schmitta czy Amélie Nothomb.

Do sedna, czyli MISJA:

Blog ten powstaje z potrzeby zaapelowania o miejsce tłumaczeń literatury francuskojęzycznej na polskim rynku wydawniczym. Planuję publikować notki o książkach i pisarzach francuskojęzycznych jeszcze nietłumaczonych na język polski, pisać o książkach już przetłumaczonych oraz sygnalizować dobrze zapowiadające się literackie świeżynki. Od czasu do czasu powinna pojawić się notka poświęcona życiu literackiemu i rynkowi wydawniczemu we Francji bądź Belgii. Ponieważ zdecydowanie lepiej znam literaturę francuską i francuskojęzyczną literaturę belgijską od innych literatur francuskojęzycznych, tym dwóm właśnie poświęcę najwięcej uwagi. Postaram się jednak od czasu do czasu zająć się także twórczością pisarzy francuskojęzycznych spoza Europy.
Dlaczego „przetłumaczenia”? Jeśli uzyskam pozwolenia od wydawnictw francuskojęzycznych, zamierzam zamieszczać tutaj fragmenty (1-2 str.) tłumaczeń książek, o których wspominam. Jeśli nie, ograniczę się do zamieszczania cytatów (w moim tłumaczeniu) możliwie reprezentacyjnych. „Przetłumaczenia” mają także sugerować związek z „wytłumaczeniami” (=”wyjaśnieniami”) i wskazywać na charakter perswazyjny tego bloga.

Serdecznie zapraszam do lektury i dzielenia się uwagami!! :)

* Dane pochodzą z publikacji pt. Rynek książki w Polsce 2012 zamieszczonej na stronie Instytutu Książki (s. 8).

(Powyższy tekst to treść „notki założycielskiej” z 14 maja 2014 roku)

Print Friendly

17 odpowiedzi

  1. ~Marta
    ~Marta · Marzec 30, 2015 at 20:19:24 · →

    To dziwne, że wydawnictwa nie wierzą w sukces francuskich pisarzy, bo to drugi najbardziej tłumaczony na polski język, zaraz po angielskim (tak głosił raport o sytuacji tłumacza literackiego! Ja miałam odwrotną sytuację, bo chciałam tłumaczyć z włoskiego i angielskiego, a dostawałam oferty właśnie z języka francuskiego…

  2. ~Wanda
    ~Wanda · Kwiecień 11, 2015 at 00:48:31 · →

    Obawiam się, że sytuacja nie musi zależeć od wydawców – wydawcy wydają to, co chcą czytać czytelnicy. Serio. Oczywiście wielu wydawców grzeszy brakiem promocji, ale ci, którzy promują, też się wykładają na literaturze francuskiej.

  3. ~Katarzyna Panfil
    ~Katarzyna Panfil · Kwiecień 11, 2015 at 22:27:10 · →

    Marto, mówisz o raporcie z 2009 roku (http://www.paszkiet.pl/attachments/File/PUBLIKACJE/Raport_o_sytuacji_tlumaczy_literackich_Paszkiet.pdf)? Francuski okazuje się tu, owszem, drugim językiem z którego się tłumaczy, ale nie można powiedzieć, że jest „zaraz po angielskim”, bo dysproporcje są ogromne: „przetłumaczono z języka angielskiego – 1785 tytułów, następnie 206 tytułów z języka francuskiego”.
    Wg danych Instytutu Książki jest inaczej: „1 129 – ang., franc. – 120, niem. -73.
    Niezależnie od tego, które dane uznamy za miarodajne, ranking pokazuje, że najpierw jest: angielski, długo, długo nic i francuski, następnie niemiecki… Różnica między 1. i 2. miejscem rankingu to mniej więcej 1000 tytułów. Różnica między 2. i 3. miejscem w roku 2009 była jeszcze widoczna. W kolejnych latach to mniej więcej 5-10 tytułów.
    Zazdroszczę dobrego kontaktu z wydawcami. Do mnie na razie zgłaszają się wyłącznie po redakcje…

  4. ~Katarzyna Panfil
    ~Katarzyna Panfil · Kwiecień 11, 2015 at 22:29:41 · →

    Przyjmując, że Wanda ma rację, trzeba by uznać, że różnica między mentalnością polską i francuską jest nie do przeskoczenia…

  5. ~Kama
    ~Kama · Maj 15, 2015 at 11:43:10 · →

    Chętnie bym czytała pozycje anglojęzyczne w oryginale, nie przejmując się tłumaczeniami. Niestety, wszystko rozchodzi się o pieniądze. Biblioteki obcojęzyczne mają te same bolączki co inne biblioteki. Inna sprawa jak wiele angielskojęzycznego chłamu jest tłumaczone, a te ciekawsze rzeczy muszą długo czekać na tłumaczenie (jeśli w ogóle).

    Bardzo chętnie poczytałabym twórczość afrykańską po francusku, np. Mouny-Hodan Ahmed.

    Wanda, mnie się nikt nigdy nie pytał, co bym chciała czytać. Prędzej wydawcy sobie roją coś w głowach, niż rzeczywiście są zainteresowani tym co ja bym chciała przeczytać. Na szczęście na targach książki znalazłam parę wydawnictw, które mają interesującą mnie ofertę.

  6. ~Katarzyna Panfil
    ~Katarzyna Panfil · Maj 15, 2015 at 13:19:27 · →

    No, niestety, literatura obcojęzyczna nie jest u nas bardzo dostępna. W przypadku lit. francuskojęzycznej sytuację ratują biblioteki Alliance Française, ale nie są przecież w stanie zagwarantować dostępu do wszystkich nowości. Co zabawne (albo i nie), kiedy chce się kupić książkę napisaną po francusku, najdroższy z reguły jest koszt transportu, bo np. wartościową literaturę wydawaną przez, dajmy na to, Folio można kupić za jakieś 25-40 zł. Ja lubię zamawiać książki przez księgarnie językowe (kiedyś Marjanna, ostatnio – Edukator).

    1. ~Kama
      ~Kama · Maj 15, 2015 at 14:24:24 · →

      Po francusku nie czytam, więc nie da mi to wiele. ;)
      Nigdy nie korzystałam z usług księgarni językowych, znaczy zamawiania. Albo kupowałam na miejscu, albo sprowadzałam przez Amazon. Koszt transportu zawsze jest najgorszy. Im dalej tym gorzej.

  7. ~mgr G_Drozdowski
    ~mgr G_Drozdowski · Październik 11, 2015 at 01:40:57 · →

    Niecodzienny zakątek sieci Internet…

    Zaś jeśli chodzi o sytuację na rynku wydawniczym, mam pogląd. Otóż śmiem twierdzić, że od kiedy rynek zaczął się nam kojarzyć z ‚market’-ingiem, a już nie z forum, nastąpiła zmiana jakościowa. Nie pochwalam kierunku tej zmiany.
    Niechby „Przetłumaczenia” były jednym z sygnałów, że wiatr wieje też z innych stron.

    Swoją drogą, gratuluję odwagi — tłumaczenie z francuskiego, to niebezpieczne zajęcie. Weźmy takiego Boy’a. Też zajmował się tym procederem (i to jak!), a skończył nieciekawie…

    1. ~Ewa Kubiszyn
      ~Ewa Kubiszyn · Październik 12, 2015 at 20:02:53 · →

      Bardzo lubię literaturę obozową. Swojego czasu myślałam o tej książce jednak wybór padł na inne. Może wkrótce się na nią skuszę. Ile ciekawych książek by nas ominęło gdyby nie znajomość francuskiego.

      1. ~Katarzyna Panfil
        ~Katarzyna Panfil · Październik 14, 2015 at 22:55:58 · →

        Ewo – masz rację, znajomość języka otwiera wiele ciekawych możliwości (chociaż chyba rzadko kiedy zachęca się nas do nauki, wspominając o szansie czytania książek w oryginale). A coś byś mogła jeszcze polecić z literatury obozowej?

        (Tutaj dla zainteresowanych link do książki, o której mówimy, bo komentarz zawędrował do innej zakładki: http://przetlumaczenia.blog.pl/2015/10/06/robert-antelme-rodzaj-ludzki/)

        1. ~Ewa
          ~Ewa · Październik 16, 2015 at 18:05:14 · →

          Niedawno skończyłam czytać książkę Claudine Vegh pod tytułem ” Je ne lui ai pas dit au revoir. Des enfants de deportes parlent.”

          Claudine Vegh prowadzi tutaj rozmowy z osobami, które straciły kogoś bliskiego w obozach koncentracyjnych. Przez całą książkę mozna jakby odczuć jeden żal ze strony bohaterów a mianowicie „Nie zdążyłem im powiedzieć do widzenia”

          1. ~Ewa
            ~Ewa · Październik 16, 2015 at 18:24:00 · →

            Dosyć niedawno alle dawniiej niz wymienianą wyżej książkę przeczytałam również świadectwo Denise Holstein.

            Oto początek

            Je me suis tue si longtemps…

            Pendant un demi-siecle, j’ai garde le silence. Je ne voulais pas ressembler aces poilus de Verdun qui irritaient les jeunes a force de raconter leur guerre. Pourtant, sur mon bras, le tatouage etait toujours la: A 16 727.Le matricule d’Auschwitz. Auschwitz-Birkenau,plus exactement. C’est le nom de marecage polonais ou fut installe le pire de camps de la mort. Avec chambre a gaz et four crematoire. Moi, j’ai eu la chance d’en revenir. Les enfants aveclesquels je suis partie, eux, deux cents petits orphelins juifs n’ont pas eu cette chance(…)

            Tytuł książki: „Je ne vous oublierai jamais, mes enfants d’Auschwitz…”

          2. ~Katarzyna Panfil
            ~Katarzyna Panfil · Październik 16, 2015 at 18:43:50 · →

            Dziękuję za polecenie tych propozycji. Rzeczywiście wydają się warte przeczytania. A Ty, zdaje się, jesteś mocno zainteresowana tą tematyką…

        2. ~Ewa
          ~Ewa · Październik 16, 2015 at 18:41:36 · →

          Ograniczę sie jeszcze do podania samych tytułów. Wydaje mi się, że książki które podam również są godne uwagi.Oto one

          -Eric Conan -” Sans oublier les enfants”
          -Jo Wajsblat Gilles Lambert” Le temoin imprevu”( Jo 15 ans survivant de la chambre a gaz d’Auschwitz)

          Zapewne wielu z nas miałoby problem albo zastanawiałoby się jak wytłumaczyć dziecku czym było Auschwitz. Zapewne cięzko byłoby nam znaleźć słowa żeby spróbować to wyjasnić. Anette Vieviorka napisała niezbyt obszerną ksiazkę pod tytułem ” Auschwitz explique a ma fille” w której to próbuje odpowiedzieć na pytania swojej córki dotyczące tego tematu.

          1. ~Ewa
            ~Ewa · Październik 16, 2015 at 22:14:24 · →

            Przepraszam za bład w pisowni nazwiska autorki książki pod tytułem Auschwitz explique a ma fille. Jest to Annette Wieviorka

        3. ~Ewa
          ~Ewa · Październik 16, 2015 at 19:02:27 · →

          Nie wiem dlaczego ale jakoś zawsze interesowała mnie tematyka Holocaustu.W ogóle to myślę, że ogólnie np. powieści osadzone w realiach wojny mogłyby mnie zaciekawić. Jakaś historia a w tle np II wojna światowa.

    2. ~Katarzyna Panfil
      ~Katarzyna Panfil · Październik 14, 2015 at 23:24:14 · →

      Oj, Mistrze-Magistrze, prowokujesz… Trzeba będzie i o Boy’u wreszcie napisać. Zwłaszcza że był nie tylko królem przekładu, ale i świetnym marketingowcem.

Zostaw komentarz